...i znów otwieram wam drzwi do mojego zycia...Nadchodzi dzień kiedy patrzysz w lustro widzisz swoja twarz i zastanawiasz sie kim jesteś...kim jest ta osoba po drugiej stronie....patrzysz sobie w oczy....i co widzisz...nic...kompletnie nic....w sercu tysiąc ran...a wśród nich tylko jedna zagojona...moze tylko jedna a może właśnie ta najbardziej bolesna...zagojona dzieki Tobie...z oczu po woli płynie łza...moze szczęścia a może ta która oznacza najwiekszy ból....dobro placze się ze złem....miłość z nienawiscia...a kłamstwo z prawdą...i znów jedno pytanie drugie...i na zadno nie ma odpowiedzi......siadasz na podłodze...w reku trzymasz cos...małe pudełko...hmm ale czy zwykłe...nie ono jest nadzwyczajne....po mału przekrecasz klucz...niepewnym ruchem otwierasz je....i nagle trzask...cios...hałas...krzyk...przerazliwy jęk.....to znowu to samo...znowu łzy...znowu walkaz samym soba...to wspomnienia...właśnie te które zabijaja od srodka....wstajesz tak szybko jak mozna....choć dla niej trwa to z kilka minut....minut które po mału przytłaczaja ja.....jej serce i dusze...otwiera okno...ze wszystkich sił wyrzuca pudełko które laduje bóg wie gdzie....odczuwa spokój...pojawia sie usmiech....tym razem zwyciężyła...nie poddała się.....nie mogła...a to wszystko tylko dzięki nim....i może tak naprawde to ja jestem tą dziewczyna...moze to ja codziennie wstajac rano walcze sama ze soba...i po mału wszystko stawiam na jedna karte....i zdaje sobie sprawe z tego że jedna strona jest biała a druga czarna...niestety do dzis nie widze szarosci...ale po mału dzieki wam otwieram oczy na swiat...wasze słowa czasami rania...ale wiem że to szczera prawda i że chcecie mi pomóc za to wam dziękuje...koniec życia...które nie ma sensu....koniec mnie...od dzisi nowa ja...moze bardziej oschła...moze bardziej zamknieta a może bardziej odporna na ból.....kto wie...moze tak głębokie i niepewne ze chyba sama do końca w to nie wierze.....